Tematyka komunikacji interpersonalnej w kontekście różnorodności pokoleniowej niesie ze sobą całą gamę różnorakich wyzwań. No bo i czym są owe pokolenia, jak je nazwać, jak je scharakteryzować, jaki pomost wreszcie między nimi położyć, by uznać, że komunikacja między nimi jakkolwiek zachodzi?

Gdybyśmy popatrzyli na to zjawisko z perspektywy współczesnych naukowców badających temat, ja sam urodziłem się gdzieś w połowie między początkiem pokolenia zwanego X, a jego końcem, gdy pierwszy raz wchodziłem w mury szkolne, pierwsi przedstawiciele generacji Y w najlepszym razie uczyli się chodzić, a w najgorszym, stanowili dopiero co kształtującą się zygotę. Gdy definitywnie opuszczałem mury szkolne, by w jakiejś niedalekiej przyszłości – no bo nie od razu – rozpocząć studia, „Igreki” już byli już pokaźną grupą zmierzającą ku schyłkowi, a naukowcy rozpoczynali poszukiwania nazwy na kolejną, nadchodzącą generację usilnie przeglądając szklane kule dywagacji i spekulacji w pogoni za różnicami, które miałyby tych nowych oddzielać od ich poprzedników. Gdy studia kończyłem – przełom był już faktem i pierwsze Zetki albo już dumnie kończyły przedszkole, albo też łapały pierwszy oddech – nie mogę tu zdecydować, która cezura pokoleniowa przemawia do mnie bardziej, ale chyba nie tylko ja.

Z mojej perspektywy zmiany pokoleniowe nie pojawiały się nagle jak odcięte nożem, bo przecież tak w istocie nie dzieje się nigdzie i nigdy – z mojej perspektywy na przestrzeni tych lat dzieci i młodzież były stopniowo i niezauważalnie jakieś coraz bardziej inne: jakoś tak coraz bardziej młodsze ode mnie, coraz mniej zainteresowane tematami, które interesowały mnie, z coraz mniejszą bazą wspólnych doświadczeń, za to coraz bardziej nieodpowiedzialne, nierozumiejące i niewspółpracujące ze mną, jak i ze sobą. Chłopcy stawali się jakoś tak coraz mniej zadziorni i agresywni, za to dziewczęta coraz mniej układne i miłe, jak by te dwie płcie umówiwszy się postanowiły zamienić się miejscami z zawrotną prędkością dryfu kontynentalnego. I teraz oto mamy co mamy. Czyli co?

To jest tylko część artykułu. Wypełnij poniższy formularz, a w odpowiedzi otrzymasz instrukcję, jak uzyskać dostęp do pełnej wersji artykułu.


0 komentarzy

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *